Nasza historia

Znamy się i przyjaźnimy od zerówki, w jednej ławce dorastałyśmy w jednej z sopockich podstawówek. Jednak nasze kulinarne drogi miały się skrzyżować niespodziewanie dużo później.

Tosia gotowała od zawsze. Wszystko zaczęło się od pizzy, którą w wieku dziewięciu lat przygotowała dla bliskich. Była na grubym cieście, miała spocony ser z paczki, koncentrat pomidorowy i pieczarki, ale smakowała wtedy jak 7 niebo, bo była upieczona zupełnie samodzielnie. Od tamtego czasu mocno eksperymentowała, w wirze weny kulinarnej sięgając nawet po Domestos (nie próbujcie tego w domu). W nastoletnich latach, gdy część rówieśników dopiero zaczynała przygody z gotowaniem, wszyscy wiedzieli, że to do niej należy się zgłosić po kulinarne wskazówki, aby wyczarować perfekcyjny omlet, czy oczarować nowo poznanego chłopaka sernikiem. Po maturze pracowała w trójmiejskich knajpach, urządzała nielegalne cateringi, aż w końcu założyła bloga Z czym Tosię je, na którym opublikowała tylko dwa wpisy.

Śliwka od najmłodszych lat rozwijała swoje zainteresowania w innej, lecz mocno spokrewnionej dziedzinie, mianowicie w jedzeniu. Dzięki rodzicom, którzy zdecydowanie zaliczali się do kategorii foodies zanim tę kategorię wymyślono, jeździła po świecie i próbowała, próbowała, próbowała. Za gotowania się jednak nie zabierała, otoczenie spisało ją na straty, gdy kiedyś wyjęła 7 patelni, aby zrobić sobie jajecznicę. Pewnego dnia znalazła jednak przepis na indyjskie kofty, które znienacka zachwyciły rodzinną publiczność

Nie byłyśmy w blogosferze pierwsze, na orbicie krążyło już wiele inspirujących blogów, których autorki i autorów skrycie podziwiałyśmy. W naszych głowach niezależnie kiełkowała chęć podzielenia się swoimi przepisami zarówno ze znajomymi (pisanie wskazówek na karteczkach zaczynało być męczące) jak i większą publicznością. Pewnego wieczoru więc Śliwka, dodając sobie wcześniej kurażu winem, nieśmiało zaproponowała, czy nie byłoby fajnie otworzyć wspólnego bloga, przestrzeń, na której mogłybyśmy działać oddzielnie, lecz jednak razem. Tak, w 2009 roku, powstało burczymiwbrzuchu.

Na nasze pierwsze zdjęcia i przepisy patrzymy z przymróżeniem oka, uczyłyśmy się na naszych błędach wypracowując coraz to lepsze dania i zdjęcia. Znalazłyśmy też w naszych daniach wspólny mianownik – sezonowość. Dania na blogu pogrupowane są porami roku, aby jak najlepiej czerpać z otaczających nas, lokalnych produktów. Znajdziecie tu też przewodniki, zarówno z podróży, jak i naszego trójmiejskiego podwórka.

Mamy nadzieję, że zatrzymacie się na dłużej i w razie jakichkolwiek wątpliwości, nie wahajcie się do nas napisać!